Noclegi w Bieszczadach

Większość osób ma jakieś ulubione miejsce na ziemi, tzn. poza tym w którym mieszka i ewentualnie mógłby tam się osiedlić. Ja, mieszkając w stolicy, jedyne miejsce jakie biorę pod uwagę do przeprowadzki to Bieszczady, a dokładniej miejscowość Solina. Teraz mieszkam w bloku, codziennie stoję w korkach i klnę na korki, samochody, pieszych, szefa i pracę. Kiedy już mój poziom wytrzymałości sięga granic możliwości, zaczynam sobie wyobrażać co bym robiła, gdybym mieszkała właśnie w tym „drugim” miejscu. Miałabym nie za duży domek, w kolorze piaskowym, z wielkim trawiastym ogrodem z tyłu domu, 2 psy mopsa o imieniu Klops i drugi mojego męża, jakiego tam sobie wymyśli, 3 dzieci, w tym bliźniaki. Dom służyłby również jako noclegi dla turystów. Widok byłby na piękne wzgórza, zielone łąki. Nie było by korków i szef nie musiał by być upierdliwy, bo to ja była bym dla siebie szefem. Jakbym się dorobiła, otworzyła bym sieć takich domków, tylko że każdy byłby inny i w innej części kraju. Tak żebym miała wszędzie jakąś cząstkę dla siebie. Potem otworzyła bym małe restauracyjki gdzie na deser podawano by najwspanialsze ciasta, bo przepisu mojej mamy. A na starość osiadła bym w jakimś domku gdzieś w górach, pewnie były by to Bieszczady, w miejscu gdzie prawie w ogóle nie ma lecz nie jest to także totalne pustkowie. Dzieci odziedziczyły by wszystkie dobra, a ja żyła bym sobie z moim małżonkiem i pewnie już Klopsem II spokojnie, nie śpiesząc się nigdzie. Hodowała bym kury, kaczki, konie no i może ewentualnie jedną krowę, tak żeby wnuki wiedziały jak na żywo wyglądają wiejskie zwierzątka a nie tylko z telewizji lub zoo. No i klakson samochodu za mną. Znów się zamarzyłam i nie zauważyłam zielonego. Ale czuję się już dużo spokojniejsza. Ile może zdziałać jeden mały domek z płotkiem, a dokładniej ile mogą zdziałać i jak pomóc takie małe marzenia. No w końcu żeby zacząć działać trzeba mieć najpierw jakiś cel, a cel rozwija się z marzeń. Więc życzę wszystkim aby marzyli jak najwięcej!

Leave a Reply